czwartek, 12 listopada 2015

Dziecko Przeznaczenia

Wiedźmin[Vatt'ghern]
Historia wiedźminów sięga bardzo dawnych czasów. Wiedźmini odbierali rodzicom ich dzieci, zabierali do wiedźmińskich siedliszcz, poddawali okrutnym mutacjom, a następnie trenowali i uczyli jak walczyć z potworami.
Wielu ludzi nie lubi wiedźminów, wręcz ich nienawidzi.
Mutanci, pozbawieni emocji, stworzeni tylko po to, by zabijać potwory. Jednak nie każdy wiedźmin prowadził proste życie na szlaku tzw. "Od utopca, do utopca". Przedstawię wam przygodę pewnego wyjątkowego wiedźmina, który na imię ma nie inaczej jak - Geralt z Rivii, Biały Wilk [Gwynbleidd]


Rozdział pierwszy

*
  Zima ustąpiła miejsca wiośnie. Jest piękny poranek. Słońce, które leniwie wyłania się zza horyzontu leniwie smaga swymi promieniami rosnące na wzgórzu drzewa przyozdobione wiszącymi na gałęziach dezerterami. Wzgórze te przemierzał na swoim wierzchowcu pewien białowłosy wojownik, jadąc spokojnie do następnej wioski, po kolejne zlecenie.


  Geralt podszedł do tablicy z ogłoszeniami, jednak nie znalazł żadnego zlecenia. Nie tracąc czasu udał się do pobliskiej karczmy, napić się czegoś ciepłego. Gdy tylko przekroczył drzwi, dało się słyszeć "Odmieniec", albo "Poszoł won !"
Jednak wiedźmin był już przyzwyczajony do takich "powitań", spokojnie podszedł do karczmarza.
-Pokój się znajdzie ? - zapytał karczmarza przyglądając się wojakom siedzącym w końcu.
-Ano, znajdzie się. - odpowiedział.
-Masz tu dwadzieścia orenów, powinno starczyć. A teraz daj mi coś dobrego do zjedzenia, bo głodny jestem.
-Się robi. Do pokoju po schodach na piętro i drugie od prawiej.
-Dzięki, bywaj.
***
W pokoju, co dziwne, wszystko było na swoim miejscu. Poukładane, poskładane, uporządkowane.
Wiedźmin otworzył okno, wyjrzał na zewnątrz i dostrzegł coś dziwnego. Grupka utopców, wyraźnie coś atakująca... Tylko co ?
Wybiegł z karczymy z mieczem w garści. Dobiegał już do miejsca, w którym dało się słyszeć błagania i wołania o pomoc.
-Kurwa !! Ratunku ! Pomocy ! Ludzie...
Geralt natychmiast rzucił się na potwory. Zgiął się w piruecie ucinając głowę jednemu z nich, w tym samym ruchu podciągnął miecz do góry przecinając brzuch następnego. Skupił się na ostatnim. Wykonał mocne uderzenie od góry, rowalając jego czaszkę na drobne kawałki.
-Na bogi... - wyjąkał mężczyzna - Dzięki za pomoc, ale... Wyście... Wiedźmin ?
-Tak. - odpowiedział twardo Geralt.
-Ja biedny jestem. Moje królestwo upadło... Szukam zarobku. Za pomoc dam wam wszystko, czego chcecie...
-Dasz mi to, co masz, a jeszcze o tym nie wiesz. - wypowiedział Geralt. - Chodźmy do twojego domu.


1 komentarz:

  1. Niedawno znalazłam Pana blog i przeczytałam ten rozdział. Po nim jeszcze nie mogę więcej powiedzieć niż to, że mi się spodobał i mam nadzieję że będzie Pan jeszcze pisał ;)

    OdpowiedzUsuń